W sobotę gościło u nas na obiedzie wujostwo z Grudziądza. Piotrek podjął się ochoczo zrobienia pizzy a ja z pomocą Małgosi przygotowałam ciacho na deser. Fajnie, że mogliśmy się zobaczyć. Od ostatniego spotkania minęło półtora roku - dzielące nas przeszło dwieście kilometrów to jednak sporo. Agatka robiła wszystko by grać pierwsze skrzypce - płakała niestrudzenie przez cały wieczór. Gośka też nie próżnowała - szybko i skutecznie wciągnęła ciocię do zabawy.W niedzielę cieszyliśmy się kolejnym rodzinnym spotkaniem. Odwiedziliśmy prababcię Irenkę. Jak zawsze ciotka Halina i tym razem łatwo uległa niemowlęcemu urokowi - na dowód fotka obok.
Dziś wykorzystując ładną pogodę zabrałam dziewczynki na następne spotkanie - ze zwierzętami. W ZOO Małgośka szalała, była bardzo zainteresowana zwyczajami zwierzaków i zasypywała mnie pytaniami "dlaczego; ale po co". Tylko w małpiarni byłam zwolniona z odpowiedzi, bo o mieszkańcach tego pawilonu można było posłuchać przez specjalny telefon. Nogi po tej eskapadzie bolały mnie okrutnie podczas gdy Gośka nie przejawiała żadnych oznak zmęczenia. Dopiero kiedy przekroczyłyśmy próg mieszkania oświadczyła, że musi iść do pokoju i dała nura do łóżeczka. Usnęła natychmiast. Szkoda tylko, że właśnie w tym momencie Agatka przeszła z drzemki w tryb czuwania i skutecznie upomniała się o interakcję z mamą. Bestia udaremniła mój niecny plan dołączenia do Małgosi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz