poniedziałek, 11 maja 2009

Atrakcje dnia powszedniego

Rano pojechałam z dziewczynkami na Niekłańską. Po długim oczekiwaniu w kolejce na badanie usg bioderek weszłyśmy do gabinetu. Drastycznie obudzona na tę okoliczność Agatka postanowiła wyrazić swój protest zdecydowanym strumieniem moczu. Pan doktor był najwidoczniej zaprawiony w boju. Bez mrugnięcia okiem dokończył badanie, wytarł rękę, po czym zasiadł do komputera. A ja, no cóż, miałam co sprzątać. Chwilę później, bez cienia uśmiechu, wręczył mi wynik badania (stawy biodrowe ok).
Popołudniu chcąc dopilnować sprawy rozpoczynającej się właśnie rehabilitacji mamy pojechałam do Kriosonika. Punkt na brak klientów nie narzeka i trzeba przyznać, że jest świetny, godny polecenia. Później zawiozłam Małgosię do dziecięcego stomatologa. Pani doktor odpytała nadspodziewanie gadatliwą Małgosię o mycie zębów. Pochwaliła stan uzębienia i zarzuciła nań ochronny lakierek. Rezolutna córcia dostała naklejkę z misiem i napisem "grzeczny pacjent". Muszę przyznać, że naprawdę na nią zasłużyła.
Natomiast wieczorkiem gościłam z maluchami u Edytki. Edyta przygotowała dla nas przepyszny obiad. Byłam dumna z Gosi - zjadła z apetytem cały posiłek, zadowolona rysowała smoki i słonie a kiedy za oknami zrobiło się ciemno z wdziękiem przypomniała, że to nie elegancko zbyt długo się zasiedzieć. Szkoda tylko, że wróciłyśmy do pustego domu - Piotrek w delegacji.

Brak komentarzy: