niedziela, 10 maja 2009

Cyrk

Piotrek zabrał Małgosię pierwszy raz do cyrku. Pokaz generalnie podobał się naszej córci jednak opowiadając o nim nie kryła rozczarowania, że nie było słoni ani małpek. Piotrek przedstawił jeszcze bardziej zjadliwą wersję. Jego zdaniem sukcesem pokazu lwów było to, że treser w ogóle go przeżył. Żongler dał radę obracać aż trzema przedmiotami a linoskoczek przy pierwszym podejściu zaliczył glebę. O ile dobrze pamiętam podobał mu się występ klauna i egzotyczna krowa (z powodu karbowanej sierści).
Córuś przywiozła sobie na pamiątkę gąbkowy nos klauna i świecącą czarodziejską pałeczkę. Jakiś czas później Małgosia dokuśtykała do mnie z nasuniętym na palce nogi plastikowym kubkiem i wsparta o wspomnianą wyżej pałeczkę oznajmiła "bawię się w babcię a to jest kula".
PS Tata naprawił wydech w aucie i znów mogę komfortowo śmigać z dzieciaczkami po mieście.

Brak komentarzy: