Byłam na zakupach w Tesco. Małgosia robiła to co lubi najbardziej - szperała w półkach i co chwilę domagała się mojego komentarza do coraz to bardziej zaskakujących znalezisk. Agatka też oddała się ulubionemu zajęciu - spaniu. Gdzieś w pobliżu regałów z napojami coś zleciało z hukiem. Przestraszona nagłym hałasem Agata wyrzuciła rączki do góry i zaczęła przeraźliwie płakać. Po chwili napatoczyła się jakaś babcia. Zaatakowała znienacka - "jak tak można, dziecko płacze, gdzie ma pani serce?!" Nie zdając sobie sprawy z zagrożenia odparłam, że dziecku nic złego się nie dzieje. To podziałało jak płachta na byka - zagrzmiała z coraz donośniejszym głosem - "co z pani za kobieta, wyrodna matka, katować tak dziecko, potwór, takim to powinno się dzieci zabierać!!! (...)". Za sąsiednimi regałami dało się odczuć pierwsze oznaki poruszenia. Jakaś niewytłumaczalna siła zacisnęła moją dłoń w pięść. Ze wszystkich sił postarałam się przenieść tę energię z dłoni na wzrok i najuprzejmiej jak tylko wtedy potrafiłam wycedziłam - "żegnam". Babcia natychmiast przerwała zjadliwy słowotok, jakby rażona prądem, obdarzając mnie równie nienawistnym spojrzeniem. Oczywiście pół minuty później Agatka znowu sobie smacznie spała...
Spotkanie z "empatyczną" babcią zamiast laurki... no fajny akcent w dniu matki, nie ma co...
Spotkanie z "empatyczną" babcią zamiast laurki... no fajny akcent w dniu matki, nie ma co...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz