Na placu często zmieniały się dzieci. Popołudniu przyszła z małą Madzią Monika, z którą spotkałyśmy się już wcześniej w parku. Rozpoznałyśmy się i ku naszemu zaskoczeniu w czasie rozmowy odkryłyśmy, że jesteśmy bardzo bliskimi sąsiadkami. Zachęcone tym faktem wymieniłyśmy numery telefonów. Będziemy mogły z naszymi dziewczynkami wyruszyć gdzieś dalej w plener lub zorganizować pociechom zajęcie w deszczowe dni.
Do niedawna byłam dumna z zachowania Małgosi wobec innych dzieci. Śmiało podchodziła do rówieśników, pytała czy chcą się pobawić, dzieliła się zabawkami. Niestety jakiś czas temu miała pecha. Każde dziecko, któremu radośnie proponowała zabawę albo mówiło "nie" albo odwracało się na pięcie bez słowa. Co gorsze trafił się też chłopiec, który bez pytania zabrał zabawkę Małgosi i zniszczył ją. Od tej pory nie chce bawić się z dziećmi, z krzykiem zabiera własne zabawki a kiedy inne maluchy zapytają czy mogą się pobawić - butnym tonem odpowiada "nie". Dzień należał więc do tych edukacyjnych, kiedy starałam się ponownie przekonać Małgosię, że mimo wszystko poprzednia strategia była właściwsza. Metodą małych kroków udało się chyba odbudować część utraconego zaufania do współtowarzyszy zabaw.
Sytuacja świetnie przedstawia wrażliwość malucha - w jak ogromnym stopniu oddziałuje na nie zachowanie innych i jak głęboki ma to wpływ na jego późniejsze własne działania. Daje mi też obraz władzy rodzicielskiej nad kształtowaniem zachowań własnego dziecka i świadomość jak trudno jest naprawić jeden mały błąd wychowawczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz