piątek, 18 września 2009

Franciszkaner

Wczoraj zostawiłam dziewczynki z Piotrkiem a sama wymknęłam się na babski wieczór z Franciszkanerem... i muszę przyznać, że to trunek całkiem przyjemny dla kubków smakowych. Poplotkowałyśmy i pożartowałyśmy sobie. Później, kiedy trzej elegancko przyodziani panowie wyciągnęli klarnet, akordeon i kontrabas zaczynając skocznie przygrywać "do kotleta" poczułam się trochę jak kopciuszek - prosto z wiru zajęć domowych znalazłam się na quasi-balu. A jak to na balu i męskie towarzystwo szybko się znalazło. Najpierw na nasz stół niespodziewanie wjechała butelka szampana. Ciężko zaskoczone nagłą zmianą zastawy z piwnej na bąbelkową wpatrywałyśmy się w kelnerkę z wielkimi znakami zapytania w oczach. Ta bezzwłocznie wyjaśniła, że to od panów z sąsiedniego stolika. Najszybciej zareagowała niezastąpiona w takich sytuacjach Edyta zauważając braki w ilości kieliszków. W ten sposób "sponsorzy" dołączyli do nas. Po piwie szampan był trudny do przełknięcia ale przyzwoitość nakazywała zatuszować ten fakt. Po oficjalnym zapoznaniu rozgorzała dyskusja o hit piosenki międzywojennej, a muzykanci akompaniowali próbom wokalnym świeżo zjednoczonemu przy szampanie towarzystwu. Nie wiem co na to pozostała rzesza gości lokalu - na wszelki wypadek unikałam kontaktu wzrokowego. Nie wiem też, która piosenka ostatecznie wygrała plebiscyt. Kiedy razem z Marią wymknęłyśmy się jako pierwsze do taksówki prowadziła, zdaje się, Hanka Ordonówna i "Milość ci wszystko wybaczy".
Jadąc taksówką doszłyśmy do wniosku, że to był bardzo miły wieczór a najbardziej miłe tego wieczoru było to, że nasi mężowie chętnie zostali z dzieciaczkami w domu puszczając swe żonki w miasto ;-)

Brak komentarzy: