Nareszcie spadł śnieg. Ponieważ nigdy nie wiadomo jak długo poleży zabrałam Małgosię na Marcelin gdzie po raz pierwszy w życiu jeździła na sankach. Dostała je w prezencie zeszłej zimy ale aura nie dała wówczas szansy ich wypróbować (nie licząc przymierzenia się w siedzisku "na sucho" w domu). Jazda na sankach - im szybsza tym fajniejsza - spodobała się bardzo. Lepienie śnieżek też, choć śnieg nie chciał się zbyt łatwo lepić i musiałam córci pomagać. Z tego też powodu o zrobieniu bałwanka jeszcze nie ma mowy ale może uda nam się w tym sezonie postawić białego ludka.Było już całkiem ciemno na dworzu a mimo to Małgośka nie straciła chęci do zabawy. Z rumianą twarzą, najpierw krzycząc a później coraz smutniejszym i cichszym tonem utyskiwała zapinana w foteliku samochodowym - "ja wole tu, nie chce dom". Coraz częściej słyszę te słowa i doskonale rozumiem kontekst - ja też byłam dzieckiem ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz