Wczoraj przeżyłam horror usiłując załatwić domowe wizyty pielęgniarki chirurgicznej dla mamy. Okazało się to nie tyle graniczące z cudem ile zwyczajnie niemożliwe. Moja frustracja sięgnęła zenitu i nie powstrzymałam się przed drobną ale jakże kojącą nerwy pyskóweczką. Oczami wyobraźni widziałam jak paniusi z recepcji (w trzeciej z kolei odwiedzonej przychodni) wbijam palce w krtań i zanurzam coraz głębiej w rozkosznym zacisku... (chyba mam coś z Dextera... a przynajmniej rozumiem jego hobby). Skończyło się tym, że pojechałam taszcząc w ręku wymięty, bezwartościowy papier ze zleceniem na wizyty domowe do szpitala pogadać z lekarzem prowadzącym mamę. W skrócie opisałam sytuację, którą wystarczająco skomentowały stopniowo powiększające się mu oczy. W pierwszym momencie zaproponował kolejne utopijne rozwiązanie, po czym szybko się z niego wycofał i kazał trochę poczekać. Poczekałam - cóż mogłam zrobić innego. Po kilku minutach pojawił się z p. Basią - pielęgniarką z Oddziału, która chętnie zgodziła się na odpłatną chałturkę.
Potem śmignęłam po Gosię na lotnisko. Samolot z Hurghady nie miał opóźnienia (nie licząc dwóch dni o jakie przedłużyła się sama wycieczka do Egiptu) a Gosia poza oznakami zmęczenia była rozpromieniona, szczęśliwa i opalona. Tym razem nawiązała interesujące znajomości z autochtonami, którzy popełnili małżeństwa z polkami i zachwyciła odmienną względem reszty kraju Aleksandrią.
Wieczorem pojechałam po pielęgniarkę. Policzyła sobie nie tylko za fatygę - będę musiała po nią jeździć i odwozić autem pod sam dom.
Moim zadaniem było trzymanie lampki w czasie zabiegu odcinania martwicy. To był potworny widok (co innego wyobrazić sobie krwawą zemstę zainspirowaną moim hero - Dexterem a co innego paprać się w prawdziwej krwi bliskiej osoby). Sama żywa rana nie przeraża, ale te wycinanki...
Potem śmignęłam po Gosię na lotnisko. Samolot z Hurghady nie miał opóźnienia (nie licząc dwóch dni o jakie przedłużyła się sama wycieczka do Egiptu) a Gosia poza oznakami zmęczenia była rozpromieniona, szczęśliwa i opalona. Tym razem nawiązała interesujące znajomości z autochtonami, którzy popełnili małżeństwa z polkami i zachwyciła odmienną względem reszty kraju Aleksandrią.
Wieczorem pojechałam po pielęgniarkę. Policzyła sobie nie tylko za fatygę - będę musiała po nią jeździć i odwozić autem pod sam dom.
Moim zadaniem było trzymanie lampki w czasie zabiegu odcinania martwicy. To był potworny widok (co innego wyobrazić sobie krwawą zemstę zainspirowaną moim hero - Dexterem a co innego paprać się w prawdziwej krwi bliskiej osoby). Sama żywa rana nie przeraża, ale te wycinanki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz