Korki na mieście nie zachęcały do ryzykownego podróżowania z lewej na prawą stronę Wisły, bo można byłoby nie dojechać na czas na dworzec autobusowy, z którego Janek miał kontynuować swoją podróż do domu. Zatrzymaliśmy się więc w Folk Gospodzie, gdzie w miłym otoczeniu posililiśmy się i ugasiliśmy pragnienie. Małgosia uśmiechem czarowała kelnerów i kelnerki dzięki czemu mogła pobawić się koralami i dostała (pierwszego w życiu) lizaka. Piotrkowi udało się później do nas dołączyć. Janek podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami dot. różnic między polakami a wyspiarzami, pokazał też zdjęcia zrobione telefonem komórkowym. Przepełniony wrażeniami z wyjazdu i mocno wytęskniony nie mógł doczekać się uścisków z rodzicami, bratem, przyjaciółmi ...i Basią oczywiście! Kiedy nadeszła pora rozstania Piotrek odwiózł Wujanka na autobus do Grudziądza a ja wróciłam z Małgosią do domu. Ze Śródmieścia jechałyśmy półtorej godziny, a Piotrkowi z Zachodniego jazda zajęła dwie. I jak tu ten gród nad Wisłą lubić...
Mamy nadzieję, że niedługo znowu się zobaczymy, a póki co ślemy pozdrowienia dla naszych grudziądzan!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz