
Sylwester spędziliśmy na zabawie typu kinderbal u Kaziów. Poza przyjaciółką gospodyni, która poszukuje swojej drugiej połowy, wszyscy zjawili się z przychówkiem. Nawet Konrad zabrał ze sobą Natalkę. Średnia wieku uczestników Sylwestrowej zabawy sięgnęła "głębokiej podstawówki". Odpowiedzialne matki karmiące nie mogły sobie pofolgować więc zasmakowały w drinkach homeopatycznych (pamięć komórkowa i te sprawy ;-)). Piosenka Kazika
Gdy nie ma dzieci stała się naszym hymnem - taka pieszczota dla uszu gdy umysł projektuje imprezy z przyszłości. Starsze dzieci zorganizowały dla nas balonowe wróżby. Mój mąż "
będzie bogata". Ja wylosowałam dwie karteczki z mocniejszą wizją - "
pęknie ci wiele balonów" i "
będziesz w kłopotliwej sytuacji". No bo trudno nie być w kłopotliwej sytuacji jak pęka wiele balonów ;-). W związku z usypianiem najmłodszych pokaz fajerwerków zaczęliśmy kiedy okolica już wystrzelała swój wybuchowy asortyment. Szymek zabrał instrumenty i Nowy Rok 2010 przywitaliśmy jak należy - wysłuchując rewelacyjnego koncertu noworocznego.
Nad ranem spadł śnieg i w pierwszy dzień roku poszalałam z Gosią na sankach na górce pod blokiem. Ściślej rzecz ujmując - ja się naganiałam a Gosia wygodnie pojeździła. Wieczorem Piotrek odwiózł Małgosię do rodziców. Wreszcie mamy trochę czasu na błogie leniuchowanie i małe porządki, bo Agata póki co jeszcze nie utrudnia tego rodzaju aktywności rodziców.
Na fotce koncert noworoczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz