

Temperatura wreszcie zelżała. Przed obiadem Piotrek wybrał się z Gosią na spacer. Na podwórku ulepili wielgachnego bałwana i poszaleli na sankach (tzn. Małgosia szalała a tatuś robił za konia w tym kuligu). Z kuchennego okna zrobiłam im kilka zdjęć.


Ja w tym czasie zajęłam się obiadem. Agatę zmorzył sen więc nie musiałam ćwiczyć podzielności uwagi. Teraz Misiasta raczkuje na całego. Przejście z pokoju do kuchni, łazienki czy pokoiku nie stanowi dla niej większego wyzwania. Musimy jak najszybciej zamontować barierkę uniemożliwiającą brzdącowi niekontrolowany wstęp do kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz