poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Praca

Mam za sobą stresujący dzień. Skończył mi się urlop macierzyński i najpóźniej dziś musiałam pojechać do pracy uregulować formalności dotyczące dalszej nieobecności. Na szczęście Małgosia przypomniała mi, że jest to również ostatni dzień do zdobycia zaświadczenia lekarskiego o zdolności do pracy. Byłam spokojna, bo przecież jakieś dwa miesiące wcześniej uprzedziłam szefa za pośrednictwem sekretarki, że planuję wziąć wychowawczy co najmniej do końca roku.
Dzień zaczęłam od zorganizowania opieki nad dzieciaczkami. Jedni dziadkowie zajęli się Gosią a drudzy Agatką. Zanim pojawiłam się w zakładowej przychodni zatelefonowała zaprzyjaźniona kadrówka - podobno mój szef też był zaskoczony, że nie zjawiłam się rano na stanowisku pracy (???!!!). Zmroziło mnie...
Po zdobyciu zaświadczenia pojechałam do biura. Pogadałam z szefem i innymi przyjaznymi ludźmi. Żałuję, że zabrakło mi czasu na choćby króciutkie spotkanie z Jadzią. Mareczek (kolega z wydziału) postanowił towarzyszyć mi w drodze do domu i ostatecznie dał się jeszcze namówić na herbatę gdy wspomniałam, że w domu czekają moi rodzice z młodszą córą. W wydziale pojawiło się sporo nowych twarzy a moje biurko zajął kolega, który przeszedł z oddziału.
Jaka nauka płynie z wydarzeń dzisiejszego dnia - informacje należy przekazywać bezpośrednio szefowi ograniczając w jak największym stopniu udział sekretarki w ich obiegu.

Brak komentarzy: