Święta przypadły na czwartek i piątek dlatego weekend automatycznie przedłużył je o kolejne dwa dni. Wczorajsze leniuchowanie szybko odeszło w niepamięć, bo już o 6:30 wstałam by odwieźć naszą zaprzyjaźnioną, kochaną Małgosię na lotnisko.Popołudniu pojechaliśmy na obiad do rodziców Piotrka. Mimo, że dzień należał do tych "śpiących" nasza latorośl bawiła się setnie. Brała dziadka za rękę i mówiąc "chodź" prowadziła w bardziej interesujące zakątki domostwa by tam pobuszować. Po zaspokojeniu ciekawości przekonała dziadka, że układanie puzzli (oczywiście stale tych samych) naście razy nie jest wcale nudną rozrywką.
Na fotkach: szczęśliwa Małgosia W. oczekująca na swój bilet i nie mniej szczęśliwa Małgosia P. układająca puzzle z dziadkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz