Zadzwonił budzik, powłócząc nogami z na wpół otwartymi oczami trafiłam do łazienki a następnie do kuchni. Wlałam wodę do czajnika stojącego na parapecie i wyjrzałam za okno. Błędna decyzja - pada, ciemno i zimno. Grrrr... i ja mam zmusić się do wyjścia zamiast potuptać z powrotem do jeszcze ciepłej pościeli?!
I wtedy przypomniałam sobie o Arturze - kumplu z poprzedniej pracy - i jego "Radości o poranku" na wspomnienie której wydawał złowieszczy pomruk niczym wulkan przed erupcją. Po skończeniu technikum podjął zatrudnienie w mennicy. Chodził na pierwszą zmianę, na szóstą. Wstawał przed świtem gdy za oknem szalała zimowa zawierucha a radio z uporem maniaka katowało opolskim przebojem Jonasza Kofty w wykonaniu Marleny Drozdowskiej. Pamiętacie to?
Jak dobrze wstaćI wtedy przypomniałam sobie o Arturze - kumplu z poprzedniej pracy - i jego "Radości o poranku" na wspomnienie której wydawał złowieszczy pomruk niczym wulkan przed erupcją. Po skończeniu technikum podjął zatrudnienie w mennicy. Chodził na pierwszą zmianę, na szóstą. Wstawał przed świtem gdy za oknem szalała zimowa zawierucha a radio z uporem maniaka katowało opolskim przebojem Jonasza Kofty w wykonaniu Marleny Drozdowskiej. Pamiętacie to?
Skoro świt
Jutrzenki blask
Duszkiem pić
Nim w górze tam
Skowronek zacznie tryl
Jak dobrze wcześnie wstać
Dla tych chwil (...)
Jakoś wyszłam z domu i dojechałam do pracy na czas. Może nie dyplomatycznie się do tego przyznawać, ale cieszy fakt, że inni też tak cierpią.
:-B
:-B
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz