środa, 23 czerwca 2010

IMiD

Spędziłam z Agatą trzy dni na oddziale neurologicznym Instytutu Matki i Dziecka. To był planowy pobyt diagnostyczny w szpitalu. Nowe MRI pozwoli nie tylko na dokładniejsze wróżenie przyszłości ale i pomoże dobrać najlepszy profil rehabilitacji i wspomagania rozwoju.
Młoda była niezwykle dzielna. Bardziej od mamy. Tym razem na oddziale panował tłok. Nie utrafiłam izolatki i "mieszkałam" w sześcioosobowej sali. Wszystkie łóżka były zajęte. Trzeba było robić niezłe podchody, żeby upolować wieczorem przyzwoity materac do spania. Pierwszej nocy nie byłam jeszcze odpowiednio czujna i przyszło mi spać na czymś co przypominało cienki gumowy placek. Dobrze, że miałam chociaż własny śpiwór. Oj, nie jestem już nastolatką...
Poznałam fajnych rodziców i ich dzieciaki. Z jednym wyjątkiem. Drugiego dnia wypisano roczną dziewczynkę a na jej miejsce przyjęto kilkuletniego Piotrusia z nadpobudliwością (podobno autystyczny, chociaż na moje oko zbyt dobrze wiedział co i w jakim celu robi). Wieczorem był z nim ojciec (potem okazało się, że ojczym). Był... ale tylko ciałem. Wpatrzony w ekran laptopa i zajęty nawijaniem przez komórkę w ciągu kilku godzin nie spojrzał ani razu młodemu w oczy. Chłopak szukając uwagi rozkręcał się. Starsze dzieci były coraz bardziej zaniepokojone tym przedstawieniem a rodzice poirytowani (wersja ocenzurowana ;)). Między innymi Piotruś dopadł do mojej szafki i zeżarł mi wszystkie ciasteczka! Porwał kartonową koronę, którą Agatka dostała od pielęgniarek na pocieszenie po wkłuciu wenflonu. Działo się! Ojczym nie reagował ani na aktywność pasierba ani na uwagi innych rodziców. Ze zdziwieniem odkryliśmy, że patrzenie w oczy rozmówcom nie leży w ogóle w jego naturze. Trudno powiedzieć, który z nich dwóch bardziej działał nam na nerwy. Rano obudził mnie krzyk Ani - mamy dziewczynki z sąsiedniego łóżka. To uratowało moją twarz. Piotruś postanowił opuścić swoje legowisko jednym skokiem. Trafił tylko w moje włosy. Potem przyszła mama Piotrusia. Ta miała zupełnie odmienną strategię wychowawczą. Ganiała za synkiem równie szybko jak ten potrafił biegać. Szybcy i wściekli. I chudzi jak cholera, co akurat nie dziwi.
I stała się jasność! Wróciłyśmy do domu!

Brak komentarzy: