poniedziałek, 23 lutego 2009

Bokserski weekend

W sobotę gościliśmy u Anetki. Nasza Małgosia po raz pierwszy nie była "eksportowym" dzieckiem. Awanturowała się i okładała pięściami młodszego od siebie Marcina zazdrosna o jego zabawki. Zostaliśmy obdarowani mnóstwem sprzętów dla oczekiwanego noworodka, Małgosia dostała magiczną torebeczkę przygotowaną dla niej przez Martę więc tym bardziej zachowanie naszej córki było co najmniej zawstydzające. Zawieszenie broni między maluchami nastąpiło tylko raz i to na bardzo krótko.
W niedzielę pojechaliśmy na obiad do prababci Irenki. Tym razem Małgosi dopisywał i humor i apetyt. Jednak nic nie trwa wiecznie. Kiedy rudawy dywan w małym pokoju udawał piasek na plaży a radość z zabawy osiągnęła apogeum nasza córcia w pełnym biegu potknęła się i upadła na róg krzesła. Nie pozwoliła sobie przyłożyć zimnego okładu dlatego dość szybko spuchła jej brew zasłaniając do połowy lewe oko. Następnego dnia doszedł kolejny efekt - opuchlizna nabrała granatowo-sinego kolorku. Wyglądała jak bokser po ciężkiej walce. Makijaż permanentny.
Piotrek podjechał do biura a ja z Małgosią poszłam uzupełnić zapasy do pobliskiego Tesco. Tu też nastąpiła szokująca zmiana w zachowaniu dziecka - do tej pory chodzenie z nią po sklepach było przyjemnością a oglądanie zabawek rytuałem nie sprawiającym żadnych kłopotów. Tym razem moja odmowa zakupienia domku dla kucyków skończyła się potokiem łez i (na szczęście) nie trwającym zbyt długo krzykiem. Scenka niczym z "Super Niani". Zdaje się, że opanowanie stale komplikującego się zestawu zachowań Małgosi będzie dla nas bardzo trudnym testem z rodzicielstwa. To się nazywa kształtowanie charakteru... tylko czyjego?

Brak komentarzy: