Po raz pierwszy wybrałam się kolejką z mamą i Agatką do Zielonki. Mama chciała przejrzeć trasę skoro już od nowego roku będzie tam jeździć sama z dziewczynkami na zajęcia. Połączenie całkiem do rzeczy, kolejka jeździ często.
Agatka w czasie ćwiczeń z Iwonką dostała małpiego humoru. Dokazywała a to musiało w końcu przyjąć dramatyczny obrót. Aguś najpierw zakleszczyła się między ścianą a ławką (taką jak moje pokolenie miało na wyposażeniu sal gimnastycznych w szkołach... ciekawe czy nadal je mają). Z pupą na podłodze, plecami na ścianie a nogami wysoko nad głową pokrzykiwała zniecierpliwiona, bo sama nijak nie mogła wykaraskać się z potrzasku. Żadnych wniosków. Po chwili wystrzeliła jak z procy i z grubego, miękkiego materaca robiąc widowiskowe salto wpadła na główkę do kosza z zabawkami. Po jakimś czasie uodporniłam się na takie widoki. Najważniejsze, że młoda nawet jak upada robi to "bezpiecznie" (chociaż w zaskakującym stylu).
Wieczorem Agatka wystawiła moje serce na kolejny wstrząs. A było to tak. Małgosia wyjęła sobie układankę "stuku -puku" - to taka zabawka gdzie na korkowej płytce tworzy się obrazki z tekturowych kształtów przybijając je pineskami za pomocą małego młoteczka. Gosieńka obiecała bawić się nimi na stole, trzymać pineski na środku blatu i pilnować, żeby nie spadły i nie wbiły się komuś w stopę. Nie mówiąc o Agacie, której nadal może przyjść do głowy konsumpcja znalezionych na podłodze przedmiotów. Małgosia bawiła się grzecznie jak obiecała i sumiennie pilnowała porządku. W końcu przybiegła do mnie do kuchni i poprosiła o picie. W tym czasie z pokoju dobiegł dźwięk szurania krzesłem. Następnie dźwięk ucichł. Zapadła złowróżbna cisza. Miałam mokre ręce więc poprosiłam Małgosię, żeby zerknęła co robi Agata. Poszła. Po chwili wydała z siebie gardłowe i przeraźliwe "aaaaa!!!!. Rzuciłam to co akurat miałam w rękach i po dwóch karkołomnych szusach byłam w pokoju. A jak wyglądała sytuacja? Agata podsunęła sobie krzesło do stołu (całkiem profesjonalnie - oparciem do blatu) i weszła na stół. Siedziała sobie na nim po turecku i ...badała pineski!
Agatka w czasie ćwiczeń z Iwonką dostała małpiego humoru. Dokazywała a to musiało w końcu przyjąć dramatyczny obrót. Aguś najpierw zakleszczyła się między ścianą a ławką (taką jak moje pokolenie miało na wyposażeniu sal gimnastycznych w szkołach... ciekawe czy nadal je mają). Z pupą na podłodze, plecami na ścianie a nogami wysoko nad głową pokrzykiwała zniecierpliwiona, bo sama nijak nie mogła wykaraskać się z potrzasku. Żadnych wniosków. Po chwili wystrzeliła jak z procy i z grubego, miękkiego materaca robiąc widowiskowe salto wpadła na główkę do kosza z zabawkami. Po jakimś czasie uodporniłam się na takie widoki. Najważniejsze, że młoda nawet jak upada robi to "bezpiecznie" (chociaż w zaskakującym stylu).
Wieczorem Agatka wystawiła moje serce na kolejny wstrząs. A było to tak. Małgosia wyjęła sobie układankę "stuku -puku" - to taka zabawka gdzie na korkowej płytce tworzy się obrazki z tekturowych kształtów przybijając je pineskami za pomocą małego młoteczka. Gosieńka obiecała bawić się nimi na stole, trzymać pineski na środku blatu i pilnować, żeby nie spadły i nie wbiły się komuś w stopę. Nie mówiąc o Agacie, której nadal może przyjść do głowy konsumpcja znalezionych na podłodze przedmiotów. Małgosia bawiła się grzecznie jak obiecała i sumiennie pilnowała porządku. W końcu przybiegła do mnie do kuchni i poprosiła o picie. W tym czasie z pokoju dobiegł dźwięk szurania krzesłem. Następnie dźwięk ucichł. Zapadła złowróżbna cisza. Miałam mokre ręce więc poprosiłam Małgosię, żeby zerknęła co robi Agata. Poszła. Po chwili wydała z siebie gardłowe i przeraźliwe "aaaaa!!!!. Rzuciłam to co akurat miałam w rękach i po dwóch karkołomnych szusach byłam w pokoju. A jak wyglądała sytuacja? Agata podsunęła sobie krzesło do stołu (całkiem profesjonalnie - oparciem do blatu) i weszła na stół. Siedziała sobie na nim po turecku i ...badała pineski!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz