
Niewiele brakowało a tradycji stałoby się zadość - znowu spóźniłabym się na ślub w USC na Starówce. Na szczęście samą uroczystość rozpoczęto z poślizgiem czasowym. Bohaterami wydarzenia byli Ania i Robert Frelkowie. Wszystkich zgromadzonych ugoszczono lampką szampana w podziemnych salonach pałacu. Na ślub przyjechałam z samą Małgosią. Piotrek został z Agatką w domu. Małgosia walczyła ze snem przez całą ceremonię i podczas toastów. Dopiero gdy opuściłyśmy budynek nastąpiła gwałtowna zmiana. Iluminacja choinki na Placu Zamkowym, której towarzyszył koncert skutecznie rozbudził małą. Hałas, kolorowe migające światła, kukły ogromnych aniołów krążących wokół choinki podobały się Małgosi bardziej od uroczystości zaślubin. Skakała z radości kiedy do kompletu wrażeń dołączył jeszcze zakup świecących króliczych uszek z różowym futerkiem. Po powrocie do domu zapakowaliśmy się już w komplecie do auta i pojechaliśmy do dziadków na Jelonki. Dużo wrażeń jak na jeden dzień z życia małego człowieka ;-).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz