
Wybrałam się rano z Małgosią i naszymi sąsiadkami czyli Moniką i jej córką Madzią na pływalnię Delfin. Małgosia bawiła się nieźle w przeciwieństwie do małej Madzi. Dla niej była to pierwsza w życiu wyprawa na basen. Początkowe podekscytowanie widokiem pluskających się dzieci szybko Madzi minęło. Po pierwsze trzeba było się zamoczyć, po drugie - jak tu chodzić skoro pod stopami nie czuć podłoża a po trzecie - zbyt łatwo poślizgnąć się i wykręcić niekontrolowane salto w tył na terakocie... musiało boleć. Monika sprytnie osuszyła łzy córki "magicznym" kocykiem - przytulakiem i ulubionymi ciasteczkami. Przynajmniej przez jakiś czas nie będziemy w nich miały towarzyszek wodnych zabaw.Instruktorzy pływania maluchów zapewniają, że niezależnie od tego czy dziecko chodziło w wieku niemowlęcym na basen czy nie - zawsze dosięga go kryzys dwulatka. Zamoczenie głowy i twarzy jest wówczas wyjątkowo niemiłym doznaniem.
PS jutro drugie pływanie Agaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz