czwartek, 10 kwietnia 2008

ZOO

Piotrek ruszył w delegację a ja postanowiłam zamiast zostać sama z Małgosią w domu odwiedzić rodziców, bo z tatą nie widziałam się już dość długo i nawet nie miałam okazji ucałować z okazji minionych w poniedziałek urodzin. W czwartek planowałam zrelaksować się spacerując po ZOO, jednak pogoda zniweczyła moje plany. Kiedy jednak tuż przed południem przestało siąpić a zza chmur wyjrzało słonko znów powróciłam do pierwotnego pomysłu. Mama zabrała się z nami samochodem aby pozałatwiać urzędowe sprawy. Zanim jednak trafiłyśmy do Ogrodu Zoologicznego zajechałam „po prowiant” do domu. Wchodząc na hol klatki schodowej zakręciło mi się w głowie od gryzącego swądu. W nocy podpalono klatkę schodową, a że rok temu odremontowano i ocieplono blok płytami styropianowymi efekt był porażający. Na naszym czwartym piętrze mimo otwartych szeroko okien było siwo a oddychanie bolało. Jak się później okazało ofiarą podpalacza padły tej nocy dwie klatki schodowe – w naszym i jeszcze innym pobliskim budynku. Około godziny pierwszej pod drewnianą tablicę ogłoszeń na holu przyniesiono z zewnątrz drewniany kosz na śmieci i podpalono go. Trujący dym był najtrudniejszy do zniesienia dla mieszkańców parteru i najwyższych kondygnacji budynku. Sąsiedzi walili w nasze drzwi żeby nas obudzić, martwiąc się przede wszystkim o zdrowie Małgosi. Na szczęście noc przespaliśmy spokojnie z dala od tych wydarzeń. W efekcie uchyliłam wszystkie okna w domu i szybko spakowałam rzeczy na kolejną noc u rodziców.

W ZOO Małgosia bawiła się wyśmienicie. Największym hitem dla Małgosi okazała się tym razem wizyta w żyrafiarni, gdzie z odległości około trzech metrów i zupełnie „od dołu” podziwiała te monstrualne zwierzęta. Na mnie wrażenie zrobił jęzor żyrafy. Jest nie tylko niewyobrażalnie długi ale funkcjonalny jak trąba słonia. Nie sposób opisać tego co żyrafa nim wyczyniała.
Tamarynki, które w żyrafiarni mają swój zimowy dom, były w czasie naszej wizyty karmione. Przepiękne, maleńkie zwierzątka wcinały posiłek zabierając z rąk opiekunki żywe karaluchy. Z jednej strony opieka nad takimi egzotycznymi, przymilnymi zwierzątkami jest fascynująca, ale z drugiej strony, tej bardziej mrocznej...
Warszawskie ZOO obchodzi w tym roku swoje 80-lecie. Z tej okazji prawdopodobnie ZOO zorganizuje coś ekstra na Dzień Dziecka (taką informację przekazała mi po cichu bileterka, bo ostateczna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła). Dotychczas stworzono „Baśniowe ZOO” z nowym, niesamowitym placem zabaw (między innymi można się tam poczuć jak Tarzan na lianie albo pohuśtać się w sieci pająka), gdzie dzieci mogą same karmić zwierzęta takie jak osiołki czy owce.
W przyszłym roku rusza budowa oceanarium, gdzie główną atrakcją będą rekiny i możliwość podglądania hipopotama spod lustra wody. Maluchy do 6 roku życia wchodzą do ZOO bezpłatnie, bilet normalny - 14 zł, ulgowy – 8 zł, roczny -100 zł. Osoby niepełnosprawne (wraz z opiekunami) mają darmowy wstęp do ZOO. W pierwszy wtorek miesiąca emeryci i renciści zwiedzają ZOO za darmo. Honorują legitymacje Euro<26.
Poniżej krótki film o technice pokonywania stromizn w Ptaszarni:


Brak komentarzy: