wtorek, 29 stycznia 2008

Marcinek

Dziś pojechałam z Małgosią w odwiedziny do Anetki przywitać jej sześciotygodniowego syna Marcina. Maleństwo śliczne - buzia jak na okładkę czasopisma o niemowlętach. Nie miałam sumienia robić mu zdjęć z fleszem więc na "okładkowe ujęcie" zapoluję gdy podrośnie.
Moja córka była zafascynowana zabawkami Marty, szczególnie interaktywną lalą Chou Chou i domkiem dla kucyków. Wyjątkową frajdę sprawiła jej seria wędrówek po schodach. Ze starszymi dziećmi Anetki czyli Adasiem i Martą bawiła się wyśmienicie w berka, czemu towarzyszyło tupanie i wybuchy śmiechu uniemożliwiające spokojny sen niemowlęcia. Na pytanie czy wracamy do domu Małgosia zamaszyście kręciła główką na nie. Ostatecznie opuściłyśmy gościnne progi nieprzyzwoicie późno, przed dwudziestą... Krótko mówiąc - pełna chata, a w tym wszystkim doskonale zorganizowana Anetka. Jestem pod wrażeniem. Bardzo się cieszę, że poznałam tę wyjątkową kobietę.

Brak komentarzy: