wtorek, 15 stycznia 2008

Bajlandia

Alert pieluchowy zmusił mnie do wyjazdu na zakupy zaraz po śniadaniu. Nie licząc tej z porannej zmiany została tylko jedna pieluszka. Teraz, po długiej przerwie w wychodzeniu na dwór, zakładanie Małgosi zimowej odzieży wywołuje u niej radość. Już dawno szykowanie się do wyjścia nie było tak przyjemne. Opowiedziałam jej, że jedziemy na zakupy, pooglądamy zabawki i pobawimy się w Bajlandii. Trudno powiedzieć ile z tego zrozumiała, ale chichrała się w głos przez całą drogę do CH na Głębockiej. W sklepie byłyśmy już po dziewiątej. Kiedy wrzuciłam do kosza paczkę pieluch i pozostałe sprawunki, całkowicie zrelaksowana zaprowadziłam Małgosię do sekcji zabawek. Podskakiwała i pokazywała mi ciekawsze zabawki z okrzykami Oooo! Aaaa! ale dopiero gdy z jej ręki do kosza z zakupami zamiast z powrotem na półkę trafił komplet kredek Bambino... nie musiała nic mówić - te oczy mieściły cały ocean szczęścia!
W końcu nadeszła wyczekiwana godzina dziesiąta i otworzono Bajlandię. Małgosia zareagowała na atrakcje placu zabaw zupełnie inaczej jak pół roku temu, gdy byłyśmy tu po raz pierwszy. Założyłam, że godzina zabawy będzie wystarczająca... jakże się myliłam...
Nieco starsze dzieci, około 2,5-3,5 lat okazywały charakterystyczny brutalny egoizm - czyli wyrywały Małgosi z rąk zabawki, zamykały drzwi domku przed nosem, wpychały się przed nią na zjeżdżalniach itp. Jestem z niej bardzo dumna, bo mimo niemożności porozumiewania słownego, bez bicia i szarpania agresorów walczyła o swoje i to skutecznie :-) Dzielna kobieta!
Kiedy w końcu Małgosia zaczęła potykać się o własne nogi czyli osiągnęła szczyt wymęczenia zabawą ruszyłyśmy do domu. Usnęła natychmiast, chyba jeszcze na parkingu CH i śpi tak już drugą godzinę. Nie uchyliła nawet powiek gdy ją w domu rozbierałam i kładłam do łóżeczka.
Otacza mnie teraz błogi spokój. Muszę częściej organizować dla niej takie wypady.

Brak komentarzy: