W sobotę popołudniu Piotrek wrócił z delegacji. Zmęczony kombinował jak się skutecznie skryć przed żoną i córką w objęciach Morfeusza, a wcale mu tego nie ułatwiałyśmy. Wieczorem pojechałam z rodzicami na przyjęcie poprawinowe z okazji ślubu kuzynki Magdy z niejakim Wojtkiem. Muszę przyznać, że ładna z nich para i Pan Młody bardzo przypadł mi do gustu. Ich ślub odbył się wprawdzie miesiąc temu, ale za to w górach skąd pochodzi Wojtek i gdzie po ślubie para zamieszkała, dlatego spora część rodziny i przyjaciół z Warszawy bawiła się z lekkim opóźnieniem. Zajechałam z rodzicami na początek przyjęcia, po czym szybko wróciłam do domu, a kiedy już dzidzia i mąż smacznie spali pojechałam tam ponownie po rodziców mając jeszcze, jak się okazało, sposobność na dwugodzinną zabawę weselną. Fajnym elementem imprezy był ustawiony w rogu sali stół obfitości, gdzie między swojskimi wędlinami i pasztetami były oscypki własnej roboty "nowej" babci Magdy. Oj, możecie być pewni, że tak dobrych nie sprzedają na straganach w Zakopcu. Ku mojej ogromnej radości dostałam ich trochę na wynos. Ponieważ wysiadła dmuchawa a temperatura na zewnątrz była bliska zeru, wódeczki za kołnierz nie wylewano a dancefloor tętnił życiem. Już po kilku tańcach z wujem i bliżej nieznanymi mi przystojniakami uznałam, że przyjaciółka-wódeczka nie jest potrzebna by zrobiło się ciepło i zakręciło w głowie. Super impreza! W drogę powrotną zabrała się z nami para małżeńska (on 106 kilo wagi, ona przyznała się do 84 kg), zdaje się że nawet z nami skoligacona od strony Tomczuków, jednak w sposób tak skomplikowany, że nie będę usiłować dociekać szczegółów. Amortyzatory w Peugeociku, które od dłuższego czasu domagają się zasłużonej emerytury, złowieszczo postękiwały... to była bardzo wesoła podróż!
Kiedy wybierzemy się w góry koniecznie musimy odwiedzić Madzię i Wojtka. Jeśli mnie pamięć nie myli to ostatnio w Tatrach byłam w 1997 roku. Trzeba koniecznie zmienić tą niechlubną statystykę.
W niedzielę odwiedził nas Tomek Puton. Miło było się zobaczyć po blisko półrocznej przerwie. Za tydzień znów przyjeżdża do Warszawy więc liczymy na kolejne spotkanie.
A dziś, zupełnie przez przypadek, odkryłam przy zabawie w "pokaż zęby", że Małgosia poza znanymi od dawna siedmioma ząbkami ma lewą górną czwórkę całkiem pokaźnych rozmiarów. Musiała wyrosnąć stosunkowo dawno, bo jest na prawdę poważnym zębiskiem. Ale ze mnie gapa, że jej wcześniej nie zauważyłam. Osiem zębów daje nie liche możliwości - zgryzienie weselnego oscypka to łatwizna. Nawiasem mówiąc - Małgosia wie co dobre!
Kiedy wybierzemy się w góry koniecznie musimy odwiedzić Madzię i Wojtka. Jeśli mnie pamięć nie myli to ostatnio w Tatrach byłam w 1997 roku. Trzeba koniecznie zmienić tą niechlubną statystykę.
W niedzielę odwiedził nas Tomek Puton. Miło było się zobaczyć po blisko półrocznej przerwie. Za tydzień znów przyjeżdża do Warszawy więc liczymy na kolejne spotkanie.
A dziś, zupełnie przez przypadek, odkryłam przy zabawie w "pokaż zęby", że Małgosia poza znanymi od dawna siedmioma ząbkami ma lewą górną czwórkę całkiem pokaźnych rozmiarów. Musiała wyrosnąć stosunkowo dawno, bo jest na prawdę poważnym zębiskiem. Ale ze mnie gapa, że jej wcześniej nie zauważyłam. Osiem zębów daje nie liche możliwości - zgryzienie weselnego oscypka to łatwizna. Nawiasem mówiąc - Małgosia wie co dobre!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz