niedziela, 23 września 2007

Janówek

Dzień był przepiękny - pełen słońca i bezwietrzny. Po śniadaniu spakowaliśmy się i pojechaliśmy na cały dzień do Janówka. W pierwotnych planach miał to być kolejny męski wypad ale Marek po wieczorze kawalerskim Jaśka zaniemógł (zdaje się, że zabawa była przednia, bo wrócił do domu pięć godzin później niż zakładał jego plan). W efekcie Piotrek przez dłuższy czas samotnie okupował pomost, a ja wybrałam się z wcale nieśpiącą Małgosią na długi spacer po okolicy. Z mapki rowerowej wynikało, że w pobliżu są jeszcze dwa łowiska prywatne i jedna stanica PZW. Zatoczyłyśmy duże koło po okolicznych łąkach, gdzie podziwiałyśmy babie lato. Nawet duże ważki latały ciągnąc pajęcze nici, które ustawione w zgrabnym szyku hałasowały niczym bojowe Messerschmitt'y. Małgosia długo obserwowała z bliska stado krów. Chyba była zaskoczona, że są aż takie duże. Z wymiany pozdrowień smsowych wynikało, że Bednarki żegnali sezon żeglarski na Mazurach, ale mimo to poszłyśmy w okolice ich działki. Fajnie było rzucić na nią okiem i powspominać smaczki wydarzeń tamtej imprezy. Staw sąsiadujący z łowiskiem jest ogólnie dostępny i gdyby nie zaśmiecony las byłby urokliwym miejscem na piknik. Z powrotem na łowisko wstrzeliłam się w najlepszy moment, bo właśnie wtedy, jakby na przywitanie nas, Piotrek złowił rybkę. To była szybka akcja - ledwo co zarzucił wędką jak już ściągał zdobycz. Niestety była to jedyna złowiona tego dnia rybka więc ostatecznie zwróciliśmy jej wolność. Na łowisku obok nas wędkowała rodzinka z małym synkiem Piotrusiem. Miał siedem miesięcy. Małgosia chętnie pokazywała gdzie chłopiec ma nos i oczy. Oba maluchy się śmiały, aż nagle mały Piotruś rozpłakał się. Po chwili wszystko było jasne - miał pięknego sznyta po okiem - dzieło Małgosi. Prawdopodobnie to był pierwszy policzek od kobiety w jego życiu ;-) hehe
Na fotkach nasza rybka i działka Bednarków.

1 komentarz:

Unknown pisze...

Jak to fajnie zobaczyć własną działkę na cudzych zdjęciach :)
Szkoda że nie mogliśmy się z Wami tam spotkać. Szkoda że nie możemy się wogóle gdziekolwiek spotkać - z naszej winy oczywiście. Co powiecie na mały nalot Bednarków?