piątek, 22 czerwca 2007

Bajlandia

Na zakończenie kursu pływania maluchów dzieci zamiast otrzymać po raz kolejny nudny dyplom zostały zaproszone do Bajlandii. Chciałabym napisać, że wszystkie, nawet te na prawdę maleńkie dzieciątka, bawiły się doskonale, ale był jeden wyjątek - nasza Małgosia. Bała się suchego basenu, choć pojedyńczymi piłeczkami w końcu się zainteresowała. Jedna z mam przyszła z odsieczą użyczając Małgosi pluszaka i humorek się nieco poprawił. Odnoszę wrażenie, że Małgosia preferuje rozrywki umysłowe - najbardziej lubi bawić się książeczkami, małymi zabawkami mechanicznymi i robić pisiu-pisiu po czym się tylko da. Zabawy ruchowe, jak te dzisiejsze w Bajlandii, nie są rulez... Natomiast Mateusz - kolega z pływalni i rówieśnik Małgosi - bawił się doskonale. Przegonił swoją mamę po całym terenie. To był istny jogging przeplatany wybuchami śmiechu. Pozazdrościć.
Kiedy w końcu dotarłyśmy do domu w Małgosię wstapiły nowe siły. Biegała na czworakach na prawdę szybko. Bacznie mnie obserwowała, żeby chytrze otworzyć najbliższą szufladę zanim zdążę zareagować. Jak chce to potrafi śmigać.
Jutro muszę odwiedzić sklep i zakupić blokady. Poza tym czeka nas pluskanie na pływalni z okazji Dnia Ojca razem z rodziną Grabowskich. Ponieważ mój zapracowany mąż nadal nie wrócił z pracy, obawiam się, że z okazji Dnia Ojca Małgosia popływa z mamą.......

Brak komentarzy: